[ Pobierz całość w formacie PDF ]

-
To niestety na jedno wychodzi. Tak czy inaczej albo się stoi po Jego stronie, gdzie jest życie, albo
przechodzi się na stronę śmierci, gdzie króluje Lucyfer.
-
Ale w jaki sposób człowiek robi wypad na tę ciemną stronę? -'zapytał Tomasz.
-
Wystarczy tylko raz powiedzied  nie" naszemu Panu - kontynuował Elezar.
-
Mówisz, że na przykład jazda na gapę autobusem albo ściąganie na klasówce wystarczy? - drążył
dalej Tomek.
-
Niestety tak. Człowiek już wtedy wpada w szpony Lucyfera.
-
Mam nadzieję, że można jakoś wydostad się z powrotem? - giermek był tym bardzo
zainteresowany.
59
-
Samemu o własnych siłach ludzie nie zdołają się uwolnid - wyjaśniał Elezar.
-
Jak to, nie wystarczy byd z powrotem dobrym? -niepokoił się Skinol.
-
Niestety nie. Oczywiście często chcecie dobrze żyd, może nawet zbliżyd się do Elohima. Jednak
każde następne zło, jakiego się dopuszczacie, zasysa was jak bagno. W koocu śmierd przeniosłaby
każdego #z was na zawsze do królestwa ciemności.
Zaległa kłopotliwa cisza.
-
Na szczęście... - kontynuował Elezar.
-
Na szczęście co? - wyrwał się z pytaniem Skinol.
-
Na szczęście nasz Pan spieszy wam na ratunek.
-
No właśnie to chcemy wiedzied. Powiedz nam w koocu - błagał zarumieniony z wrażenia Tomasz.
-Ta myśl mnie męczy jak ten kawał mięsa, który uwiera mi między zębami.
-
Tobie też? - Skinol włożył cały palec wskazujący do ust, aby paznokciem wydłubad kawałek
jedzenia.
-
Jak oni tu wytrzymują bez szczoteczki? Aż dziwne, że mają jeszcze jakieś zęby - Tomek
kontynuował swoje rozważania.
-
No i że nie śmierdzi im z gęby? - wtórował mu ze śmiechem Józek.
-
Może ta niespodzianka chod trochę złagodzi wasze cierpienie. Z której ręki? - Elezar wysunął w bok
łokcie, trzymając coś w obu dłoniach za plecami.
Zabawa bardzo się spodobała chłopakom. Tomaszowi przypomniała wesołe czasy, gdy był mały,
natomiast Skinol poczuł dziecięcą radośd, bawiąc się w to pierwszy raz.
60
-
Z prawej - wykrzyknÄ…Å‚ Polak.
-
Niech będzie z lewej - dodał Jakubowicz.
Wojownik wyciągnął ręce przed siebie i otworzył obie
pełne dłonie. Chłopaki byli tak zaskoczeni, że w pierwszej chwili nie wierzyli własnym oczom. To
coś tak bardzo nie pasowało do tego świata. Obaj krzyknęli:
-
Szczoteczki!
-
Skąd masz szczoteczki do zębów? - Tomasz domagał się wyjaśnieo.
-
Zabrałem kilka z waszego świata. Myślicie, że byłoby mi bez nich łatwo? Mam też pastę. Proszę
bardzo. Tylko nie pokazujcie nikomu tutaj. Namieszalibyśmy niepotrzebnie w historii stomatologii.
-
To jest odjazd na maksa! - rzucił Skinol z ustami pełnymi pasty.
-
Miałem tak grubo brudu na zębach, że chyba nie było już tam miejsca na jedzenie - dodał
Tomek.
Następnie plunął pastą i krzyknął w stronę Elezara:
-
Hej, nie przekupisz nas! Wyjaśnij nam w koocu, jak Elohim uratuje ludzi ze szponów Lucyfera.
-
Ach tak, rzeczywiście, byłbym zapomniał. W koocu nie jestem już taki młody. Więc Lucyfer
panuje nad całą ludzkością, ponieważ potrafi namówid każdego człowieka do zła - Elezar znowu
odkrywał tajemnicę.
-
Więc to tak nas trzyma za... - tu Skinol ugryzł się w język.
-
No właśnie. Elohim jest zmuszony oddad tych ludzi do królestwa ciemności, bo takie jest Jego
prawo. Człowiek musi zapłacid za zło swoją śmiercią. Jednak jest pewne rozwiązanie tego
problemu.
61
-
No powiedz wreszcie, jakie! - ciekawośd rozpalała obu chłopaków do czerwoności.
-
Spokojnie, spokojnie, musicie to dobrze zrozumied.
Tu Elezar rozejrzał się wokoło, czy nikt niepowołany nie podsłuchuje. Następnie odezwał się
półgłosem, wypowiadając wyraznie każde słowo:
-
Gdyby znalazło się coś tak cennego jak życie wszystkich ludzi razem wziętych (a będą was
miliardy) i Elohim chciałby to oddad, aby tym czymś za was zapłacid, wtedy Lucyfer musiałby to
przyjÄ…d.
-
To mi przypomina wykupywanie zakładników czy jeoców wojennych - Tomasz analizował
wszystko na głos.
-
Coś w tym rodzaju - zgodził się Elezar.
-
Ale czy Lucyfer będzie chciał wtedy oddad dobrowolnie wszystkich ludzi? - zastanawiał się Józef.
-
Taki jest sens Ostatecznego Uderzenia. On będzie musiał oddad każdego, kto będzie chciał
wrócid do Pana %7łycia. Inaczej wyrwiemy mu tych ludzi siłą. Jednak wyobrazcie sobie, że wielu
będzie wolało tam pozostad i Elohim z bólem serca im na to pozwoli. Na tym polega wolna wola
człowieka. Ci ludzie nie będą chcieli przyjąd pomocy z powodu dumy. Oni będą uwielbiali mówid
 nie".
-
No dobra, ale co jest tak wartościowe jak życie kilku miliardów ludzi? Czym można za nich
zapłacid? - zastanawiał się głośno Tomek.
-
A to już jest wasze zadanie domowe - powiedział wojownik z szerokim uśmiechem.
62
-
No nie! - na twarzach chłopaków ukazało się wielkie rozczarowanie. - Chyba nie zrobisz nam tego?
Można z tobą oszaled!
Nagle zdenerwowany Tomasz skierował wzrok gdzieś na prawo.
-
Spójrzcie - zawołał. - Tam ktoś się zatacza!
W niedalekiej odległości słaniał się na nogach jakiś mężczyzna w powłóczystych szatach. W koocu
zatrzymał się, spojrzał w górę i upadł omdlały na ziemię. Cała trójka rzuciła się w jego stronę. Gdy
dopadli do nieznajomego, ten otworzył zamglone oczy i resztkami sił wydobył z siebie ledwo
słyszalny głos:
-
Jestem Abiatar, zaprowadzcie mnie do Dawida. Król zabił mojego ojca, najwyższego kapłana.
Rorfcrfoł 7
KciU
Tomek Polak i Józek Jakubowicz przecierali szlak, aby Elezar mógł bez problemu podążad za nimi.
Niósł
on przewieszonego przez ramię nowo napotkanego towarzysza. Nie szli szlakiem, więc chłopaki
musieli mieczami torowad sobie drogę przez gęste zarośla. Natomiast ponad ich głowami górował
dębowy las z ogromnymi, rozłożystymi drzewami. Promienie słoneczne nie miały szans przebid się
przez grube, gęste liście, co bardzo ułatwiało wędrówkę w gorącym klimacie Izraela.
-
W jaki sposób znajdziemy naszych? - zastanawiał się głośno Tomasz.
-
Cierpliwości - odpowiedział Elezar. - To raczej oni znajdą nas.
Gdy tylko wojownik dokooczył swą wypowiedz, rozległ się z oddali niemiły dzwięk zwalnianej
cięci-65
wy, który zapowiadał lecącą gdzieś strzałę. Ta wbiła się z głuchym stuknięciem w najbliższe drzewo.
Przestraszeni młodzieocy zatrzymali się. Jakże głęboko odetchnęli, słysząc po chwili znajome głosy:
-
Dzięki niech będą naszemu Panu! To odział Ele-zara.
Po kilku godzinach ponad czterystu wojowników otaczało kołem siedzącego Dawida i nowo
przybyłego Abiatara. Ten składał właśnie relację ze strasznych wydarzeo, jakie spotkały jego
rodzinÄ™.
,
-
Mój ojciec Achimelek, najwyższy kapłan, został wezwany przed tron Saula w twej sprawie,
Dawidzie.
-
Obawiałem się tego - wtrącił syn Jessego. - Gdy musiałem uciekad przed królem, nie było w pobliżu
nikogo, komu bardziej mógłbym zaufad. Dlatego ukryłem się u twego ojca. Nakarmił mnie i pozwolił
odpocząd. Wtedy pobiegłem dalej. Miałem nadzieję, że nikt nie doniesie o tym królowi.
-
Niestety, ktoś wrogo nastawiony dostrzegł cię tam. Wiadomośd szybko dotarła do króla. Saul
natychmiast wezwał mego ojca i wszystkich niższych kapłanów z naszego rodu. Król oskarżył ojca o [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • annablack.xlx.pl
  •